No..
Myślę, że mogę dać wam już pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania. ^^
A
co będzie dalej? To teraz pokaże się 10 rozdział Szkoły życia, a później 11
rozdział tG. I myślę też, że to wszystko jeszcze przed świętami. Zależy od nauczycieli, którzy ostatnio
wyciągają ze mnie wszystko co najlepsze i od tego kto zajmie się przygotowaniem
domu na święta . ;D W każdym razie jak tylko znajdę dłuższa chwile wolnego, to
obiecuję, że rozdziały się pokażą. Zastanawiałam się też nad napisanie
świątecznego OneShot’a . Zobaczymy, jak to wyjdzie.
W
każdym razie zapraszam wszystkich do czytania ;*
Dedykacja dla Kocura.
<3
- Co ja najlepszego wyprawiam ? – mruknąłem pod
nosem, jakby sam do siebie.
Ponoć
takie zachowanie jest oznaką starości, bądź choroby psychicznej. W normalnych
warunkach powiedziałbym, że bardziej prawdopodobna jest pierwsza wersja, ale w
takim przypadku…
Westchnąłem
ciężko.
Już
od ponad miesiąca, dzień, w dzień śledziłem Michaela, bo inaczej się chyba nie
da nazwać całodobowej obserwacji… Prawda ?
Na moje szczęście od kilku dni padał deszcz więc było mi łatwiej poruszać się po mieście, gdyż słońce zasłaniały gęste
chmury.
Przy
okazji obalę pierwszy „wampirzy mit”. Otóż słońce, nie może nas spalić, ani też
nie świecimy się w nim jak diamenty... Nie wiem kto mógł wymyślić taką głupotę,
ale osobiście uważam, że autor tej bajeczki powinien dostać Nobla w dziedzinie
idiotyzmu. Słońce nam szkodzi, gdyż jesteśmy wtedy nieco słabsi, wolniejsi,
bardziej zauważalni, mniej odporni na ból, ale nic poza tym. Jesteśmy na samej
górze układu pokarmowego, więc chyba oczywistością jest, że nie możemy mieć
takich wielkich słabości.
Wracając
do głównego tematu.
Co
dzień chodziłem za Michaelem, gdy zmierzał na uczelnię, a później obserwowałem
jak wraca do domu, z wierzy jednego z tutejszych kościołów.
Najśmieszniejsze
jest to, że doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że takie zachowanie jest co
najmniej żałosne, wręcz chore, a i tak nie robiłem kompletnie nic, by je
zmienić.
Cóż…
Czy
wspomniałem już, jak ja nienawidzę liczby 666?
Nie
?
W
takim razie wspominam to teraz.
Nienawidzę.
Tak więc pewnego dnia zaobserwowałem, jak
Michael wychodzi z jakąś „damą”.
Nie
wiedzieć czemu pierwszy raz od wielu,
wielu stuleci poczułem taki jakby ucisk w brzuchu i w sercu jednocześnie. Wy
nazywacie to chyba zazdrością, ale nieważne.
Poszedłem
za nimi. Byli w kinie na jakiejś komedii romantycznej, później poszli do
tutejszej galerii, następnie w pobliskiej knajpce zjedli jak mniemam kolację, a
na końcu on odprowadził ją do domu, gdzie się pożegnali.
Jakie to było… denne.
Duch romantyzmu dawno temu umarł w ludzkich
sercach.
Obserwowałem, jak równym krokiem
zmierza w kierunku swojego domu. Było już ciemno, co ułatwiło mi sprawę. By
zwykły śmiertelnik mógł dostrzec ukrywającego się wampira po zachodzie słońca, naprawdę musiał
się wysilić, co więcej musiał w wampiry wierzyć.
W pewnym momencie, na drodze, tuż przed
Michaelem pojawiło się czterech chłystków.
Nie będę ukrywał, nie spodobało mi się to.
Po chwili dało się słyszeć głos jednego z
nich.
- Część Piękniutki. Może zechciałbyś się
podzielić z nami swoimi oszczędnościami. – Zaraz po tym stwierdzeniu
rozbrzmiał szyderczy śmiech pozostałej trójki.
-
Przykro mi. Nie mam żadnych. – odpowiedział Michael. Widać było, że stara
się zachować spokój, co nie bardzo mu wychodziło. Głos mu drżał, prawie tak
bardzo jak nogi, a serce biło tak szybko, że przez chwilę zastanawiałem się,
jak długo ludzki organizm byłby wstanie wytrzymać takie ciśnienie krwi.
-
Nie masz ? To dopiero pech. – powiedział jeden z oprychów. – Na
twoje szczęście, jesteśmy wyrozumiali. – uśmiechnął się pod nosem
ilustrując ciało Michaela.
-
Oddasz w naturze – dodał zaledwie chwile później jeden z trójki, a
dokładnie w tym samym momencie największy z nich ruszył w stronę chłopaka.
Przeklęte 666 urodziny.
Westchnąłem
ciężko.
Zaledwie sekundę potem stanąłem między chuliganami, a obiektem moich fascynacji i popatrzyłem w oczy mężczyzny, który zbliżał się do Michaela.
Zaledwie sekundę potem stanąłem między chuliganami, a obiektem moich fascynacji i popatrzyłem w oczy mężczyzny, który zbliżał się do Michaela.
-
A ty kto !? – warknął jeden z czterech.
-
Odejdźcie – powiedziałem spokojnie.
Moje
oczy przyjęły kolor krwistej czerwieni, na co niemalże wszyscy w dokładnie tej
samej chwili cofnęli się kilka kroków, a na ich twarze wtargnął strach. Mimo
to, nie wyglądało na to, żeby mieli tak łatwo odpuścić.
-
Ostrzegam. Nie znoszę się powtarzać. – warknąłem już groźniej. Wtem cała
czwórka się cofnęła i zaczęła biec w przeciwnym kierunku krzycząc coś o
demonie.
Westchnąłem
ciężko.
Ponownie
już tego dnia.
Moje
oczy przybrały na powrót swój naturalny, błękitny kolor. Odwróciłem się powoli
w stronę Michaela, który jedynie stał i patrzył na mnie. W jego oczach można
było dostrzec strach, ale też
wdzięczność i ulgę.
-
Jesteś cały? – Zapytałem spokojnym tonem, nie chcąc go bardziej straszyć. Oczywiście
doskonale zdawałem sobie sprawę, że nic, a nic mu nie jest, ale musiałem
zachować jakiekolwiek pozory człowieczeństwa.
Przez
chwile patrzył na mnie, jakby nie rozumiał co do niego powiedziałem.
-
Tak. – odpowiedział w końcu – Dziękuję – Ostatni wyraz wypowiedział tak cicho,
że przeciętny człowiek chyba by tego nie usłyszał. Oczywiście moje wampirze
uszy doskonale spełniały swoje zadanie i każdy, nawet najcichszy szept, czy
westchnienie im nie umknęły.
-
Dobrze- skwitowałem krótko i odwróciłem się, by zaraz iść przed siebie
powolnym, człowieczym tempem. Szybko jednak usłyszałem zbliżające się kroki ,a
tuż po tym zostałem złapany za rękaw skórzanej kurtki.
-
Dziękuję Ci –Powiedział już trochę głośniej. Jego serce zdawało się wracać
powoli do normalnego tempa.
Spojrzałem
na niego, a później na dłoń, która mnie trzymała.
~Michael~
Trzymałem go mocno za rękaw. Nie wiem czemu, ale
nie miałem odwagi złapać go za rękę.
Popatrzyłem na jego twarz.
Wyglądał
zachwycająco. Miał mocną, wyraziście zarysowaną szczękę, wysokie, dobrze
zaznaczone kości policzkowe i zarys dołeczka w podbródku. W jego klasycznych
rysach było coś, co w nadzwyczajny sposób nie pasowało do XXI wieku, przez co z
łatwością można było wyobrazić sobie go jako średniowiecznego rycerza, albo
nie. Nie rycerza. On pasował na starożytnego Władcę. Takiego, który miał
tysiące niewolników, wymagał od nich dużo, karał ich, ale był dobry.
Popatrzyłem w jego oczy.
Ślepia
o tak intensywnej, błękitnej barwie, że można było zapomnieć o całym świecie, patrzeć
w nie godzinami i topić się w nich, niemal jak w oceanie.
Ledwo powstrzymałem się od
obejrzenia go od głowy, aż do stóp.
Zorientowałem się, że patrzył na
moją dłoń. Puściłem szybko jego rękaw spuszczając odrobinę głowę w dół.
-
Przepraszam Pana. – wydukałem cicho. Czułem się, jakbym miał w gardle piłkę
baseballową, której za nic w świecie nie mogłem z siebie wyciągnąć.
-
Nie ma za co mały. – powiedział tym swoim niskim głosem. Nawet to, wydawało się
w nim być nienaturalne. – Nie powinieneś się szwendać sam o tej godzinie. –
dodał chowając ręce do kieszeni.
-
Jestem pełnoletni, mogę chodzić kiedy chcę i gdzie chcę. – mruknąłem pod nosem.
Dopiero gdy skończyłem mówić, zorientowałem się jak to zdanie zabrzmiało.
Dzieciak.
Zachowałem
się jak ostatni dzieciak.
-
Pff. – prychnął mężczyzna nachylając się nade mną odrobinę. – Dla mnie możesz
mieć nawet sto lat, ale jak nie umiesz
sobie sam radzić, nie różnisz się niczym od przeciętnego dziesięciolatka. –
powiedział tuz przy moim uchu, a jego głos dudnił we mnie przez chwilę.
Dodatkowo jego oddech na mojej szyi sprawił, że nie wiedzieć czemu przeszły
mnie tysiące dreszczy.
Sam
nie wiem co w nim było, ale to coś ciągnęło mnie do siebie niczym marihuana
wieloletniego narkomana.
Nie
odezwałem się. Wiedziałem, że miał rację.
-
Wracaj do domu. – powiedział prostując się.
Dopiero
teraz zauważyłem jaki był wysoki. Ja sam liczę sobie 170 centymetrów wzrostu, a
ten mężczyzna musiał mieć co najmniej 190cm.
-
Mogę chociaż wiedzieć… - zawahałem się.
-Theodor.
– odpowiedział odwracając się ode mnie i ruszył przed siebie.
Uśmiechnąłem się delikatnie.
Theodor.
Mężczyzna,
który mnie uratował tak się nazywał.
Theodor.
Rzadko
spotykane imię.
Theodor.
Imię,
które od dziś będzie mi się kojarzyło z…
Pięknem?
Pomocą? Tajemniczością? Niezwykłością?
Sam
nie wiem z czym bardziej.
Theodor…
.C.d.n.
u lala. Czekam na więcej! :) ja piszę praktycznie codziennie więc pewnie zawsze albo prawie zawsze coś znajdziesz nowego.
OdpowiedzUsuńBardzo lubie Twoje opowiadania. NO i czekam na romansidło xD
A.
Oj Lanna, Lanna, Lanna. Ile jeszcze razy sprawisz, że zacznie mi brakować słów na opisanie Twoich cudownych rozdziałów? A nowe opowiadanie zafascynowało mnie bardzo, więc liczę, że za niedługo ukaże się kolejna część.
OdpowiedzUsuńNie wiem który raz to powtarzam, ale jesteś genialna i niesamowita i w ogóle taka wspaniała. ;3
*Bije brawo* Żaden szanujący się wampir nie błyszczy się w świetle. Wszystko inne ale nie błyszczenie się, tak jakby go obsypano brokatem, brrr. :D
OdpowiedzUsuńO Michael jest troszkę niższy ode mnie. Co ja będę mówił? Przyjemnie się czytało, czekam na kontynuację zarówno tego jak i Szkoły życia.
PS. Dzięki za dedyka. Nawet nie wiesz jak poprawiło mi to humor. Normalnie takiego zacieszu nie miałem od dłuższego czasu.
Tosiek xD I pod tym kątem wampir staje się bardziej człowieczy. Mmm ;3 Michael powiedział kilka zdań, jakby faktycznie był dzieciakiem, ale... kurcze... ma w sobie jakąś pewność siebie i siłę. Nie fizyczną, ale... psychiczną, serca? Coś koło tego. ;3 Pięknie ;3
OdpowiedzUsuńLanna ja to napiszę xD pisz szybko xD bo nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! u mnie jeszcze dzisiaj coś sie pojawi;)
OdpowiedzUsuńLanna mozesz do mnie na gg napisac? 1132031!
OdpowiedzUsuńJa również czekam ze zniercierpliwieniem na kolejną część. Naprawdę!
OdpowiedzUsuńPS. Jak mnie prosiłaś, informuję Cię o nowych rozdziałach u mnie.;3
Mnie już Marcel nie informujesz :( anyway kiedy coś napiszesz? Nie mogę się doczekać. Zapraszam do mnie
OdpowiedzUsuńZapraszam na rozdział. xD
OdpowiedzUsuńWuhuu !. Jakiee fajnee ;p szkoda, że wcześniej się nie dowiedziałam o istnieniu tego opowiadania.. -,-
OdpowiedzUsuńalee i tak słodkiee^^ streszczaj się i kolejny rozdział.. pyk pyk pyk i jest . ;)
Ten tekst z noblem był świetny XD A Theodor... Mniam. Mam słabość do seksownych drani :)
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńtak to można nazwać obsesją, i jeszcze ta zazdrość i wkurzenie się o wiek ;]
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, o tak to można nazwać już obsesją ;) i jeszcze ta zazdrość jak i wkurzenie się o wiek ;] ;)
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Hejka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, to już obsesja ;) i ta zazdrość jak i wkurzenie się o wiek ;) ;)
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza